Sprzedał spółkę za 87,4 mln zł. Po 19 miesiącach kupujący zażądał zwrotu 11,3 mln zł

We wrześniu zadzwonił do mnie mężczyzna, którego wcześniej nie znałem, i poprosił o spotkanie jeszcze tego samego dnia. Po południu położył przede mną pismo od nabywcy swojej dawnej spółki, a obok umowę sprzedaży, której nie otwierał od dnia jej podpisania. Dziewiętnaście miesięcy wcześniej sprzedał spółkę za 87,4 mln zł. Teraz kupujący żądał od niego zwrotu 11,3 mln zł i wyznaczył czternaście dni na odpowiedź.
Pierwsze roszczenie wynikało z kontroli podatkowej za dwa lata poprzedzające transakcję. Urząd zakwestionował sposób rozliczenia części kosztów i razem z odsetkami wyliczył zaległość na 6,8 mln zł. Drugie roszczenie dotyczyło sporu z dużym klientem o reklamacje. Spór ten toczył się już w czasie negocjacji, a klient ostatecznie uzyskał od spółki 4,5 mln zł.
Mój rozmówca był przekonany, że po zamknięciu transakcji za spółkę odpowiada już tylko kupujący. Umowa mówiła co innego. Podpisał w niej kilkadziesiąt zdań dotyczących przeszłości spółki i za każde z nich odpowiadał własnymi pieniędzmi.
Szczegóły zmieniłem tak, żeby nie dało się rozpoznać spółki ani stron.
Co podpisuje sprzedający
Oświadczenia i zapewnienia to ta część umowy sprzedaży, w której sprzedający opisuje stan spółki na dzień podpisania, a często także na dzień zamknięcia. Na przykład: spółka zapłaciła wszystkie należne podatki i składki ZUS. Nie jest stroną sporów sądowych. Ma prawa do swoich znaków towarowych i oprogramowania. Jej sprawozdania finansowe są rzetelne.
Kupujący nawet po badaniu spółki nie zna jej historii tak dobrze jak sprzedający. Oświadczenia przenoszą na sprzedającego ryzyko tego, czego badanie nie wykryło. Jeśli któreś z tych zdań okaże się nieprawdziwe, a kupujący poniesie przez to szkodę, sprzedający oddaje mu część otrzymanej ceny.
Traktuję tę część umowy jak polisę, którą sprzedający wystawia kupującemu na przeszłość spółki. Obowiązuje przez kilka lat, a sprzedający nie dostaje za nią osobnej składki.
Oświadczenia podstawowe mówią, że sprzedający jest właścicielem udziałów, może je sprzedać i nikt inny nie ma do nich praw. Za nie sprzedający odpowiada zwykle do wysokości całej ceny. Oświadczenia o działalności dotyczą podatków i składek ZUS, umów, pracowników, sporów oraz majątku spółki. Odpowiedzialność za nie ograniczają limity uzgodnione w umowie.
Sprzedający podpisują tę część umowy bez uważnej lektury, bo negocjuje ją prawnik w ostatnich tygodniach procesu, kiedy uwaga właściciela skupia się na cenie i terminie zamknięcia. Pisałem o tym w artykule o pierwszych stu dniach po transakcji: najwięcej kosztują te części umowy, które czyta się na końcu i najszybciej.
Lista ujawnień, czyli najtańsza ochrona sprzedającego
Do umowy dołącza się listę ujawnień. Sprzedający wymienia w niej wszystko, co odbiega od złożonych oświadczeń, na przykład toczący się spór z klientem, trwającą kontrolę albo umowę, której kontrahent może nie przedłużyć.
O wszystkim, co znalazło się na tej liście, kupujący wie przed podpisaniem umowy. Może to uwzględnić w cenie, odejść od stołu albo zażądać, żeby sprzedający osobno zobowiązał się pokryć tę konkretną szkodę, jeśli do niej dojdzie. W praktyce takie zobowiązanie nazywa się indemnity. Z reguły nie podlega ono ogólnym progom ani limitom. W sprawie wpisanej na listę kupujący nie ma już roszczenia z tytułu oświadczeń.
W przykładzie z początku sprzedający wiedział o sporze z klientem i nie wpisał go na listę. Uznał, że spółka spór wygra, a ujawnienie tylko obniży cenę. Spółka spór przegrała, a kupujący miał gotowe roszczenie. Ujawnienie obniżyłoby cenę, ale obniżka rzadko pokrywa całe ryzyko. Pominięcie sporu kosztowało sprzedającego całe 4,5 mln zł.
Inny sprzedający w podobnej sytuacji wpisał trwający spór na listę ujawnień. Kupujący obniżył cenę o 1,4 mln zł i zamknął transakcję. Spór zakończył się później ugodą na 2,1 mln zł, którą zapłaciła już spółka pod kontrolą kupującego. Obniżka wyniosła dwie trzecie kwoty ugody, a ryzyko, że ugoda będzie wyższa, przeszło na kupującego.
Przykładowe brzmienie takiego zapisu: „Sprzedający nie ponosi odpowiedzialności z tytułu naruszenia Oświadczeń w zakresie, w jakim okoliczności będące podstawą roszczenia zostały rzetelnie ujawnione w Liście Ujawnień”.
Im konkretniejsza jest lista ujawnień, tym lepiej chroni sprzedającego. Ogólne zdanie w rodzaju „sprzedający ujawnia wszystkie informacje udostępnione w data roomie” kupujący zwykle odrzuca, bo przerzuca ono na niego obowiązek znalezienia problemu w tysiącu dokumentów. Sprzedający próbuje uzyskać w zamian zwolnienie z odpowiedzialności za wszystko, co kupujący ustalił w badaniu spółki. Kupujący chce zapisu odwrotnego, który pozwala mu dochodzić roszczeń bez względu na tę wiedzę.
Limity, które decydują o wysokości roszczeń
O tym, ile sprzedający może oddać kupującemu, decydują trzy zapisy umowy.
Kwota maksymalna. Suma roszczeń z tytułu oświadczeń dotyczących działalności jest ograniczona do określonej części ceny. W średnich transakcjach, przy których pracujemy w Capital One Advisers, limit ten wynosi od kilkunastu do trzydziestu procent ceny. Przy oświadczeniach podatkowych kupujący często żąda wyższego limitu.
Próg. Pojedyncze roszczenie poniżej ustalonej kwoty w ogóle nie jest brane pod uwagę. Do tego dochodzi próg łączny: kupujący może wystąpić z roszczeniami dopiero wtedy, gdy ich suma przekroczy określoną kwotę. Po jego przekroczeniu kupujący odzyskuje, zależnie od umowy, całą kwotę od pierwszej złotówki albo tylko nadwyżkę ponad próg. Oba progi chronią sprzedającego przed listą drobnych pretensji, z których każda kosztuje więcej czasu niż pieniędzy.
Termin. Roszczenia z tytułu większości oświadczeń wygasają po kilkunastu miesiącach albo po dwóch latach od zamknięcia transakcji. W sprawach podatkowych termin dopasowuje się do terminu przedawnienia, po którego upływie urząd nie może już żądać zapłaty. Zobowiązanie podatkowe przedawnia się co do zasady po pięciu latach liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. CIT za 2025 rok trzeba było zapłacić do końca marca 2026 roku, a zobowiązanie to przedawni się dopiero z końcem 2031 roku. Bieg przedawnienia może ulec zawieszeniu albo przerwaniu. Zawiesza go między innymi wszczęcie postępowania karnego skarbowego związanego z niezapłaceniem tego podatku, jeśli spółka zostanie o tym zawiadomiona. Przepis ten obowiązuje nadal, bo w czerwcu 2026 roku prezydent zawetował ustawę, która miała go uchylić.
W przykładzie z początku umowa przewidywała kwotę maksymalną na poziomie 15% ceny, czyli 13,1 mln zł. Oba roszczenia wynosiły łącznie 11,3 mln zł, czyli 12,9% ceny i o 1,8 mln zł mniej niż limit. Limit nie zmniejszył więc żądanej kwoty.
Składki ZUS przedawniają się inaczej niż podatki
Oświadczenia podatkowe obejmują zwykle także składki ZUS. Definicja podatków w umowie powinna wymieniać wprost składki na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy i na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, razem z odsetkami i opłatą dodatkową.
Należności z tytułu składek przedawniają się po pięciu latach od dnia, w którym stały się wymagalne, osobno dla każdego miesiąca. Spółka z o.o. opłaca składki do 15. dnia następnego miesiąca. Składki za grudzień 2025 roku, płatne do 15 stycznia 2026 roku, przedawnią się w połowie stycznia 2031 roku, prawie rok wcześniej niż CIT za ten sam rok.
Ten termin może się znacznie wydłużyć. Gdy ZUS wszczyna postępowanie w sprawie podlegania ubezpieczeniom, podstawy wymiaru składek albo obowiązku ich opłacania, bieg przedawnienia ulega zawieszeniu do dnia, w którym decyzja stanie się prawomocna. Ustawa nie wyznacza górnej granicy tego zawieszenia. Jeśli spółka odwoła się do sądu, przedawnienie nie biegnie przez cały czas trwania sporu.
Do zaległych składek dochodzą odsetki za zwłokę, liczone na tych samych zasadach co od zaległości podatkowych. ZUS może też wymierzyć opłatę dodatkową w wysokości do 100% nieopłaconych składek.
Od 8 lipca 2026 roku ryzyko zaległych składek jest większe. Na podstawie nowelizacji z 11 marca 2026 roku ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy okręgowy inspektor pracy może decyzją stwierdzić istnienie stosunku pracy tam, gdzie strony zawarły umowę cywilnoprawną, w tym umowę B2B. Warunkiem jej wydania jest niewykonanie wcześniejszego polecenia inspektora pracy. Decyzja wywołuje skutki od dnia jej wydania, więc sama nie obejmuje okresów wcześniejszych. Inspekcja wymienia się jednak danymi z ZUS i administracją skarbową, a ZUS może w odrębnym postępowaniu ustalić podleganie ubezpieczeniom za wcześniejsze miesiące, które się jeszcze nie przedawniły. Prezydent skierował nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego, ale do czasu wyroku przepisy obowiązują.
Skalę kontroli pokazują dane ZUS z 6 października 2026 roku. ZUS typuje płatników do kontroli według ryzyka. Od stycznia do sierpnia ZUS przeprowadził 20 529 kontroli płatników składek i w 18 495 z nich, czyli w 90,1%, stwierdził nieprawidłowości. Łączny efekt finansowy tych kontroli wyniósł 373,3 mln zł.
Dlatego kupujący wiążą termin na roszczenia z tytułu składek z przedawnieniem każdej należności, z uwzględnieniem zawieszenia i przerwania jego biegu, i dodają kilka miesięcy na zgłoszenie roszczenia. Sztywny termin pięciu lat od zamknięcia transakcji może nie objąć składek, dla których postępowanie ZUS zawiesiło bieg przedawnienia.
Sprzedający, który był członkiem zarządu, odpowiada osobiście za zaległe podatki i składki spółki, których termin płatności przypadał w czasie jego kadencji, jeśli egzekucja z majątku spółki okaże się bezskuteczna. Sprzedaż udziałów i odejście z zarządu tej odpowiedzialności nie znoszą, a umowa sprzedaży jej nie ogranicza, bo wierzycielem jest urząd skarbowy albo ZUS.
Kiedy limity nie chronią sprzedającego
Jeśli sprzedający świadomie zataił znany mu problem, kwota maksymalna i termin z reguły go nie chronią. Niezależnie od umowy kodeks cywilny uznaje za nieważne zastrzeżenie, że dłużnik nie odpowiada za szkodę wyrządzoną umyślnie.
Dlatego w przykładzie z początku spór z klientem był groźniejszy niż kontrola podatkowa, choć kosztował mniej. Zaległość podatkowa była ryzykiem, którego nikt nie znał, i przy niej obowiązywały wszystkie limity z umowy. Spór był ryzykiem znanym i przemilczanym. Przy takim roszczeniu kupujący może argumentować, że żaden limit nie obowiązuje. Jeżeli dokumenty dotyczące sporu leżały w data roomie, sprzedający będzie twierdził, że niczego nie zataił, a wynik w dużej mierze zależy od zapisu o wiedzy kupującego.
W tej sprawie oba roszczenia mieściły się w limicie, więc zatajenie nie zmieniło kwoty. Gdyby umowa dawała kupującemu na większość roszczeń osiemnaście miesięcy, pismo doręczone po dziewiętnastu miesiącach byłoby spóźnione. Roszczenie podatkowe zmieściłoby się w dłuższym terminie dla podatków, a roszczenie ze sporu z klientem pozostałoby otwarte tylko z powodu zatajenia.
Rzetelna lista ujawnień jest najtańszą ochroną sprzedającego i wymaga kilku tygodni pracy przed pierwszym projektem umowy. W Capital One Advisers przygotowujemy ją razem z badaniem spółki po stronie sprzedającego, o którym pisałem w artykule o tym, czego kupujący szuka w firmie. Wszystko, o czym sprzedający wie, trafia w ten sposób do rozmowy o cenie.
Czternaście dni na odpowiedź
Przed odpowiedzią warto sprawdzić w umowie trzy rzeczy.
Pierwsza to forma i termin zgłoszenia. Umowy wymagają, żeby kupujący zgłosił roszczenie na piśmie, w określonym czasie od dnia, w którym się o nim dowiedział, i opisał jego podstawę oraz wysokość. Zgłoszenie spóźnione albo ogólnikowe może być nieskuteczne.
Druga to podwójne rozliczenie tej samej kwoty. Jeżeli spółka utworzyła przed zamknięciem rezerwę na spór albo na zaległość podatkową, a kwota tej rezerwy powiększyła dług netto i obniżyła cenę, kupujący nie powinien dostać tej samej kwoty drugi raz. Część umów przewiduje też pomniejszenie roszczenia o podatek, który spółka zaoszczędziła, jeśli zapłaconą kwotę mogła zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.
Trzecia to prowadzenie sporu. Dobra umowa daje sprzedającemu wpływ na postępowanie podatkowe i spór z klientem, a ugodę uzależnia od jego zgody. Jeśli po zamknięciu spółka z własnej inicjatywy skorygowała rozliczenia sprzed transakcji, zawarła ugodę albo przyjęła decyzję urzędu bez odwołania, sprzedający może kwestionować wysokość szkody.
Rachunek powierniczy czy polisa
Prawo do roszczenia niewiele kupującemu daje, jeśli sprzedający zdąży wydać pieniądze ze sprzedaży. Dlatego kupujący żąda zabezpieczenia, a najczęstszą jego formą jest rachunek powierniczy. Część ceny, zwykle od kilku do kilkunastu procent, trafia na rachunek prowadzony przez bank i pozostaje tam do upływu ogólnego terminu na zgłaszanie roszczeń. Jeśli roszczenia się nie pojawią, pieniądze trafiają do sprzedającego. Jeśli się pojawią, bank wypłaca kupującemu należną kwotę zgodnie z umową rachunku, na wspólne polecenie stron albo na podstawie prawomocnego wyroku lub ugody.
Inne formy to zatrzymanie części ceny do późniejszej zapłaty, prawo potrącenia roszczeń z earn-outu, o którego konstrukcji pisałem osobno, oraz gwarancja bankowa.
Coraz częściej pojawia się polisa ubezpieczeniowa od odpowiedzialności z tytułu oświadczeń i zapewnień, na rynku nazywana W&I. Polisę wykupuje kupujący, a czasem sprzedający. Jeśli umowa ogranicza przy tym odpowiedzialność sprzedającego do symbolicznej kwoty, roszczenia z nieprawdziwych oświadczeń pokrywa ubezpieczyciel, a sprzedający dostaje całą cenę w dniu zamknięcia.
Składka jest płacona jednorazowo i przepada. Pieniądze z rachunku powierniczego trafiają do sprzedającego, jeśli roszczeń nie będzie. Kosztem rachunku jest czas, w którym sprzedający nie może korzystać z tych pieniędzy. Polisa ma sens, gdy cała cena od pierwszego dnia i przeniesienie ryzyka roszczeń na ubezpieczyciela są dla stron warte więcej niż koszt składki.
Polisa ma swoje granice. Nie obejmuje tego, o czym kupujący wiedział przed podpisaniem umowy, ani tego, co znalazło się na liście ujawnień. Zwykle nie obejmuje też prognoz ani niektórych ryzyk podatkowych i środowiskowych. Przewiduje także udział własny, czyli kwotę szkód, które ubezpieczony pokrywa sam, zanim zapłaci ubezpieczyciel. Przy świadomym zatajeniu ubezpieczyciel, który wypłaci odszkodowanie kupującemu, może dochodzić jego zwrotu od sprzedającego.
Znanym problemem jest na przykład wykryte w badaniu ryzyko przekwalifikowania umów B2B. Kupujący żąda wtedy indemnity obejmującego tę konkretną szkodę i zabezpiecza je częścią ceny na rachunku powierniczym.
Część ceny pozostaje warunkowa. W sprawach ogólnych trwa to kilkanaście miesięcy albo dwa lata, a w sprawach podatków i składek aż do ich przedawnienia. Przy transakcji zamkniętej na początku roku oznacza to dla CIT za rok poprzedni prawie sześć lat, a przy zawieszeniu jeszcze dłużej. Ta sama zasada obowiązuje w każdej umowie, w której jedna strona składa oświadczenia dotyczące przeszłości spółki, także przy wejściu funduszu do spółki.
O tym, jak zabezpieczyć tę część ceny, praktycy się spierają. Doradcy kupujących wolą rachunek powierniczy, bo pieniądze są pod ręką i nie trzeba prowadzić sporu z ubezpieczycielem. Doradcy sprzedających coraz częściej proponują polisę, bo sprzedający otrzymuje całą cenę w dniu zamknięcia i nie czeka latami na resztę pieniędzy.
O wyborze decydują dwie sprawy. Pierwsza to potrzeby sprzedającego, na przykład spłata wspólnika albo inwestycja w kolejny projekt, które wymagają całej ceny od razu. Druga to gotowość kupującego, żeby za jego ochronę odpowiadał ubezpieczyciel. W każdej transakcji te dwie sprawy ważą inaczej, a strony rzadko rozstrzygają tę kwestię na tyle wcześnie, żeby uwzględnić ją w cenie.
Polecane artykuły:
-
• Drugie wyjście. Dlaczego o terminie sprzedaży spółki decyduje zegar funduszu
-
• Locked box czy rozliczenie na dzień zamknięcia. Ten sam spór, dwie różne daty
-
• Wyłączność po liście intencyjnym. Ile kosztuje i dlaczego nie powinna trwać dłużej niż dziesięć tygodni
-
• Pierwsze sto dni po transakcji. Czego nie widać w cenie
-
• EBITDA właściciela i EBITDA, za którą zapłaci kupujący, to dwie różne liczby
CAPITAL ONE ADVISERS W LICZBACH
SFINALIZOWANE
TRANSAKCJE
82
ŁĄCZNA WARTOŚĆ
TRANSAKCJI
2,65
MLD PLN
SPÓŁKI WPROWADZONE
NA RYNEK PUBLICZNY
34
NASZE
DOŚWIADCZENIE
24
LATA
UPRAWNIENIA I PARTNERSTWA
Pandea Global M&A
Firma Partnerska GPW
dla MSP
Autoryzowany Doradca
NewConnect 2007–2026
Autoryzowany
Doradca Catalyst
Polskie Stowarzyszenie
Inwestorów Kapitałowych